Odkrywanie Tradycji Mazowsza

Wpisy

  • poniedziałek, 06 czerwca 2011
    • Jedwab z Milanówka

      Witajcie po chwilowej i nieprzewidzianej przerwie!

      Oto przed Wami tekst Justyny Szymańskiej - naszej nowej współpracowniczki. Zapraszamy do lektury!

      Jedwab z Milanówka

      Kto sadzi jedno drzewo morwowe, ten rzuca garść złota do krajowego skarbu

      Henryk Sienkiewicz

       

      Milanówek słynie z trzech rzeczy: rozsławionych w piosence Hanny Banaszak truskawek, wyśmienitych cukierków krówek oraz z jedwabiu.

      Stacja Milanówek 

      O tym że Milanówek naprawdę jedwabiem stoi, można przekonać się zaraz po wyjściu ze stacji kolejowej. Drogowskaz wskazuje kierunek do jednej z wielu artystycznych pracowni malowania jedwabiu, strategicznie rozmieszczone tablice nie pozwolą zgubić drogi do zakładu produkującego, mniejsze i większe sklepiki oferują najrozmaitsze jedwabne wyroby. To właśnie tu, w jedynej w Polsce i największej w Europie fabryce wytwarzano nici jedwabnika od lat 20. aż do 90. XX wieku. Ma więc Milanówek swoją wielką jedwabną historię.

       Wieszak z jedwabnymi chustami

      Stolicą polskiego jedwabiu Milanówek został dzięki rodzeństwu Henrykowi i Stanisławie Witaczkom, którym miłość do tkaniny przekazał w spadku ich pradziad, inżynier Rudolf Gillem, jeden z akcjonariuszy Spółki Jedwabniczej zawiązanej w Warszawie już w 1853 r. Szczęściem w nieszczęściu rodziny Witaczków było zesłanie w 1914 roku do Rosji i przymusowy pobyt na Kaukazie. To właśnie tam Henryk Witaczek dowiedział się wszystkiego o produkcji jedwabiu – odbył specjalny kurs hodowli jedwabników i morwy w Państwowej Stacji Jedwabniczej na Kaukazie Południowym w Tyfilisie (obecnie Tbilisi, stolicy Gruzji). Zdobywał pierwsze doświadczenia w fabryce przy Kaukaskiej Doświadczalnej Stacji Jedwabniczej.

      Płachta jedwabiu przygotowana do malowania

      Po zakończeniu I wojny światowej rodzina powróciła do kraju, ale śmiałe wizje Henryka Witaczka dotyczące produkcji jedwabiu w Polsce witane były w instytucjach państwowych z niedowierzaniem, a czasem wręcz z krytyką. Niezrażony tym młody Witaczek postanowił sam udowodnić, że ten szalony z pozoru pomysł ma szansę powodzenia i podjął pierwsze kroki ku realizacji swojego wielkiego marzenia.

      Kontury naniesione odpowiednim klejem

      Pierwszym etapem pozyskiwania jedwabiu jest hodowla drzew, na których mogą karmić się jedwabniki – w Milanówku była to morwa. Na początku więc Henryk wraz z siostrą Stanisławą sadzili pierwsze drzewka morwowe, jeździli po Polsce w poszukiwaniu starych drzewostanów morwowych, zakładali szkółki i zaczęli prowadzić szkolenia dotyczące hodowli jedwabników. Dzięki zapałowi i determinacji już w 1924 roku udało im się założyć Centralną Doświadczalną Stację Jedwabniczą (CDSJ) w Milanówku. Domowa hodowla jedwabników, choć odbywa się tylko wiosną i tylko przez 2 miesiące, w krótkim czasie stała się źródłem utrzymania dla wielu okolicznych mieszkańców. Zakład rozkwitał. W tamtym okresie Milanówek w dużej mierze żył z jedwabiu wytwarzanego w zakładzie Witaczków. Widząc sukces młodego przedsiębiorcy, przychylniejszym okiem na ten „szalony pomysł” zaczęły też patrzeć władze – uprawa morwy zaczęła być wspierana i propagowana m.in. przez Ministerstwo Rolnictwa (które nakazało zakładanie szkółek morwowych w nadleśnictwach), Ministerstwo Komunikacji (które z kolei zaleciło obsadzić tory żywopłotami morwowymi, co miało chronić trakcje przed śniegiem oraz służyć dróżnikom jako materiał do hodowli jedwabników), Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej (które propagowało hodowlę w zakładach opiekuńczych) oraz Ministerstwo Sprawiedliwości (które zainicjowało sadzenie morwy i rozwijania hodowli jedwabników przy więzieniach).

      Wzory na tkaninie jedwabnej

      W CDSJ uzyskiwano nici jedwabnika i produkowano z nich klasyczne tkaniny z jedwabiu, płótno z greży, taftę gładką i deseniową, crepę oraz fantazyjne tkaniny dekoracyjne, obiciowe i sztandarowe, a w latach 30. firma posiadała już własną sieć eleganckich sklepów „Milanówek”. Profil firmy nie ograniczał się jednak tylko do artykułów luksusowych – na XIV Targach Poznańskich w 1935 roku milanowski zakład zaprezentował na przykład wysokiej jakości jedwabną tkaninę spadochronową. O rozmachu, z jakim planowano rozwój firmy, świadczyć może otwarcie w 1937 roku w Warszawie Studia Mody, oczka w głowie Stanisławy Witaczek. Pomysł był ambitny, bo jak można było przeczytać na ulotce, Studio miało „poszukiwać nowych form piękna i celowości w stroju kobiecym, dążyć do osiągnięcia harmonii między formą a materiałem”.

      Malowanie na mokro 

      Kres prężnemu rozwojowi Milanówka przyniósł wrzesień 1939 roku. Z powodu produkcji dla wojska (owe jedwabne spadochrony, które wygrywały nawet z uważanym za bezkonkurencyjny jedwabiem japońskim) Niemcy uznali CDSJ za zakład specjalny i przysłali swojego komisarza. Paradoksalnie ta decyzja pozwoliła ocalić wielu ludzi od ulicznych łapanek, oferując prawdziwe lub fikcyjne zatrudnienie. To także podczas okupacji, aby znaleźć zatrudnienie dla młodych pracownic, wdrożono po raz pierwszy ręczne malowanie jedwabnych tkanin. W tym czasie Milanówek stał się w miarę spokojną przystanią w wirze wojennej zawieruchy dla wielu zbłąkanych dusz – tu ratowano dzieci z Zamojszczyzny, dano schronienie warszawskiemu sierocińcowi ks. Baudouina, przechowano sprzęt Szpitala Dzieciątka Jezus, wspierano tajne Liceum Ogólnokształcące w Milanówku.

      Malowanie kwiatów

      Henrykowi Witaczkowi, przez te wszystkie lata ofiarnie chroniącemu dorobek swojego życia, udało się utrzymać posadę dyrektora naczelnego do roku 1948, kiedy to został ostatecznie zwolniony, a zakład przejęło państwo. Tak założyciel i ojciec wielkiego sukcesu zakładu został zmuszony do opuszczenia firmy na którą pracował całe życie. Jednak komunistyczne władze nie zadowoliły się tylko pozbawieniem go własności i stanowiska – już w październiku 1951 roku Henryk Witaczek został skazany na 8 lat więzienia w cieszącej się złą sławą Gęsiówce (Centralne Więzienie Warszawa II Gęsiówka), z którego wyszedł dwa lata później w wyniku amnestii. Nie wrócił już do jedwabnictwa. Zamieszkał w małej wsi Wyprys pod Mszczonowem, gdzie poświęcił się pracy w gospodarstwie.

      Nanoszenie konturów na jedwab

      W międzyczasie zlikwidowano wszystkie firmowe sklepy jego dawnej fabryki, a samą firmę przemianowano na Zakłady Jedwabiu Naturalnego „Milanówek”. Wspierane przez państwo wyroby „Milanówka” przez wiele lat ugruntowywały swoją sławę w kraju i za granicą, kontynuując tradycje ręcznie malowanych oraz drukowanych jedwabnych tkanin. Wyrabiane tu atłasy, tafty, szaliki, apaszki i krawaty stały się synonimem luksusu w szarej rzeczywistości PRL.

      Nanoszenie farby na tkaninę jedwabną 

      Tradycja hodowli jedwabników, która stanowiła o wyjątkowości Milanówka w skali kraju, zaczęła podupadać w latach 80., a przemiany gospodarcze lat 90. doprowadziły do całkowitego wstrzymania jego produkcji. Zaczęto więc sprowadzać surowy jedwab z Chin. Tak jest do dzisiaj, kiedy na terenie zakładu ostało się tylko jedno drzewko morwowe, przypominające o złotych czasach milanowskiego jedwabnictwa, będącego źródłem dumy (i bogactwa) mieszkańców Milanówka.

       Gotowa tkanina - jeden ze wzorów

      Podupadłe zakłady po 1989 roku sprywatyzowano, a w 1997 roku wykupił je Jedwab Polski. Obecnie produkowane tu wyroby to przede wszystkim rękodzieło – misternie zdobione przez artystki-malarki chusty, apaszki, szale, gawroszki, serwety, obrusy, tkaniny drukowane i gładkobarwione. Tutaj powstają także projekty małych, unikatowych kolekcji damskich bluzek i krawatów, a elegantki, które chcą mieć oryginalną kreację na wielkie wyjście, mogą zakupić ręcznie malowany kupon sukienkowy z niepowtarzalnym wzorem.

       Gotowa tkanina - jeden ze wzorów

      Jedwab jest delikatnym materiałem i potrzeba dużo wprawy i wrażliwości, aby się z nim odpowiednio obchodzić. Wchodząc do malarni, w której pracowały artystki, wręcz czułam unoszącą się w powietrzu magię, która pozwalała przeobrażać im białe płachty materiału w prawdziwe dzieła sztuki, zapełnione finezyjnymi detalami. Zdobienie jedwabiu to skomplikowany rytuał, każdy ruch ma tu znaczenie. Materiał naciąga się na specjalnych stołach, a następnie maluje farbami wodnymi. Na wilgotnej tkaninie farby zlewają się ze sobą, więc aby uzyskać efekt wyraźnych konturów używa się specjalnego kleju, który nie przepuszcza wody. Obrysowane kontury wypełnia się farbą, dzięki czemu na tkaninie powstają ogniście czerwone kwiaty, fioletowe kiście winogron i geometryczne wzory na różnokolorowych tłach. Potem następuje wykańczanie dzieła – retusz i wzbogacanie o szczegóły stanowiące o oryginalności każdej sztuki. Następnie pomalowany jedwab wycina się odpowiednio w kształt apaszki, serwety czy bonu na sukienkę. Starannie zapakowane trafiają do zakładowego sklepiku, do jednego ze sklepów patronackich na terenie kraju (jeden z nich znajduje się na ulicy Chmielnej w Warszawie) lub na osobiste zamówienie.

       Milanowskie jedwabie nosili polscy sportowcy na olimpiadzie w Pekinie w 2008 roku, trafiają też do zagranicznych gości jako upominki zamawiane przez Kancelarię Prezydenta. Wyroby z jedwabiu są upominkami idealnymi – niezobowiązującymi, ale z klasą, posiadającymi sznyt międzywojennej elegancji.

       Polo olimpijskie

      Jedwab to jednak nie tylko szyk i wytworność, o czym mogła świadczyć już produkcja wojskowych spadochronów. Ten delikatny z pozoru, lecz silny materiał doskonale służy na przykład konserwacji – na Zamku Królewskim w Warszawie wyłożone są nim ściany niektórych sal, naprawiane są też zniszczone przez czas obicia starych mebli. Praktyczny i mocny jedwab wykorzystuje się także, co ciekawe, w weterynarii – służy do wyrobu nici chirurgicznych.

      Jedwab i Milanówek kontynuują więc, mimo przeciwności losu, swoją wspólną historię zapoczątkowaną prawie 90 lat temu.

       Ostatni morwowiec

       

       

       Justyna Szymańska

       

       

       

       

      Bibliografia:

       

      „Stanisława i Henryk – rodzeństwo Witaczków”, Anna Żukowska-Maziarska, Podkowiański Słownik Biograficzny, nr 39

      (http://free.art.pl/podkowa.magazyn/nr39/slownik39.htm)

       

      „Centralna Doświadczalna Stacja Jedwabnicza w Milanówku”, Maria Barbasiewicz, Podkowiański  Magazyn Kulturalny nr 39

      (http://free.art.pl/podkowa.magazyn/nr39/jedwab1.htm)

       

      „Gdzie jest morwa tam jedwabnictwo być może”, Beata Witaczek-Nehring, Milanówek.pl

      (http://milanowek.pl/index.php?cmd=miasto&action=artykul&id=594)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odkryjmazowsze
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 czerwca 2011 16:43